Druga edycja Katolickiej Szkoły pod Żaglami

Wolontariusze na żaglowiec

Sfinansowano ze środków 
Statystyki

120 kandydatów

Ponad 6000 godzin wolontariatu

30 dni rejsu (12.05-11.06 2017)

2400 mil morskich

6 odwiedzonych miast

Ogrom niezapomnianych wrażeń

Trasa rejsu

Galeria

Wspomnienia

Wspomnienie Mateusza

Moja przygoda zaczyna się tak: 
Po zebraniu szkolnym rodzice powiedzieli mi o tym, że zaczyna się druga edycja rejsu. Postanowiłem się tym zainteresować, ale tylko tak na chwilę. Okzazało się bowiem, że jest to wolontariat a to nie dla mnie, bo jakie z tego korzyści? Mój tata powiedział jednak: “Zobaczysz będzie fajnie” więc się zapisałem i to w pierwszym terminie. 

Na pierwszym spotkaniu, gdy wyczytano moje imię i nazwisko a ja powiedziałem: “Jestem” - poczułem dumę, nabrałem wiary w siebie, że może mi się udać. Nadszedł czas pierwszego wolontariatu. W moim przypadku była to praca w “Domu chleba” Miałem dużo przemyśleń i wiele mnie to nauczyło. Zaczęło mi być szkoda tych bezdomnych, odrzuconych i poniżonych ludzi. Zauważyłem ich wdzięczność jak nalewałem im zupę czy podawałem ciasto. Myślałem: co zrobią po tym jak wyjdą z tej jadłodajni, gdzie pójdą? Obraz tych ludzi spowodował,że myślałem: zanim zrobię coś to najpierw niech się postawię w jego sytuacji, czyli nie mieć domu, rodziny, pieniędzy, być wyrzutkiem społecznym, pośmiewiskiem. Pomyśl Czytelniku jak byś się czuł w tej sytuacji, a więc “Rób drugiemu jak byś chciał, żeby tobie czynili”. Gdybym był bezdomnym, nie chciałbym by mnie poniżano, więc nie poniżam, nie chcę być wyśmiewany, więc zachowuję powagę. To był wolontariat, który wiele mnie nauczył lecz był trudny, więc musiałem zrezygnować. Wolontariat to początek przemiany- z człowieka “gracza” stawałem się człowiekiem, który zaczynał pomagać i rozumieć. Wolontariat był moim zdaniem przygotowaniem psychicznym a nie klasyfikacją do rejsu. 

Parę dni przed podróżą zacząłem sobie zadawać pytania czy tam wytrzymam i czy na serio tam jadę. Nadszedł długo wyczekiwany dzień. 19 maja, po 24 godzinach podróży dotarliśmy do Nicei. Dopiero wtedy uwierzyłem, że to się dzieje naprawdę. Rejs rozpoczął się a ja jeszcze przed Barceloną zacząłem wątpić, że jestem tu potrzebny. Po dotarciu do Barcelony podziwiałem Katalonię. Była to moja pierwsza wyprawa w tamte strony z osobami spoza mojej rodziny. Jako, że często mam pecha i tym razem musiało się coś zdarzyć- zgubiłem się. Gdy znalazłem swoją grupę i zobaczyłem ich reakcję znowu poczułem się potrzebny. Następnie popłynęliśmy do Gibraltaru gdzie świętowałem swoje 16 urodziny. To były najlepsze urodziny w moim życiu, no i po raz pierwszy widziałem małpkę. Potem popłynęliśmy do Cascais. W Portugalii byliśmy 3 dni- pierwszego dnia wpłynęliśmy, drugiego- zwiedzaliśmy a trzeciego wypłynęliśmy do Cherbourga. 

Piszę to właśnie podczas tego odcinka podróży i myslę sobie, że to największa przygoda mojego życia i najpiękniejsza, ponieważ tutaj znalazłem przyjaciół, nauczyłem się wielu rzeczy oraz odnalazłem prawdziwe wartości. 

Mateusz Piłka

ZMIENIĆ OPTYKĘ WIDZENIA


Wolontariat w projekcie KSPŻ był dla mnie, czymś bardzo pozytywnym. Otworzył mi oczy na potrzeby innych ludzi. Uczestnicząc w nim wyciągaliśmy pomocną dłoń do bliźniego jednocześnie staraliśmy się walczyć z egoizmem i znieczulicą, która w dobie komputerów staje się coraz bardziej zauważalna. Mój wolontariat kręcił się wokół pomocy maluchom. Regularnie odwiedzałam ośrodek IOP- Interwencyjny Ośrodek Preadopcyjny w Otwocku . Znajdują się tam dzieci do pierwszego roku życia. Bawiłam się z nimi, karmiłam, wychodziłam na spacery starając się obdarzyć je miłością której im brakuje. Działanie na rzecz drugiego człowieka pozwoliło mi zmieniać mój pogląd na świat i otaczającą mnie rzeczywistość.

MARZENIE

Moim marzeniem po przyjechaniu na żaglowiec, było wejście na najwyższą reję żagla bombrama.
Na początku szkolenia wchodziliśmy na reje w spokojnej zatoce. Trochę bałam się wspinać bo z dołu maszt wydawał się naprawdę wysoki, ale gdy zaczęłam wchodzić poczułam przypływ adrenaliny i niczym się nie przejmowałam. W kolejnych dniach bez problemu wchodziłam na najwyższą reję, już na falującym oceanie. Było naprawdę fajnie, cały ten rejs był dla mnie prawdziwą szkołą życia.

Julia

WIARA

….Jednak jest coś ważniejszego w tym rejsie, nie bez powodu ta szkoła nazywa się Katolicką.

Rózni się od innych. Dzień zaczynamy od porannej modlitwy, na apelu przy wciągnięciu bandery. Później spotykamy się razem na Laudesach, a wieczorem mamy Mszę. Codzienna porcja Słowa Bożego daje nam siłę. Właśnie z tych spotkań wyniosłam najwięcej, nie z wacht . kazania księdza Macieja są bardzo żywe . Doświadczamy obecności Boga. Dzięki temu, że używa on prostego języka, może łatwo do nas trafić. Podoba mi się sposób sprawowania eucharystii, jest minimalistyczny, bez otoczki, bez złoceń. Chrystus przychodzi w zwyklej prostocie dnia, bo najpiękniejsze i najcenniejsze prezenty dostajemy w najbrzydszych opakowaniach .Przed wyjazdem miałam kryzys wiary .Teraz wracam do domu ogromna wiedzą i świadoma tego, co w życiu jest najważniejsze. Żadne rzeczy materialne nie są wstanie zastąpić czasu spędzonego z drugim człowiekiem.
Osobom które w jakikolwiek sposób pomogły w zorganizowaniu tego przedsięwzięcia należą się wielkie podziękowania. Tak naprawdę sam możesz być szczęśliwym tylko wtedy, gdy darujesz siebie drugiej osobie i wyciągasz do niej rękę, a wtedy dobro wraca.

Weronika

WDZIĘCZNOŚĆ

Rejs i cały projekt dał mi bardzo wiele. Sam wolontariat bardzo odmienił moje życie. Z początku uczęszczałam do szkoły Specjalnej gdzie miałam możliwość spędzania czasu z dziećmi, a później pełniłam wolontariat wśród ludzi starszych w domu Aktora Weterana w Skolimowie gdzie czytałam, rozmawiałam, chodziłam na spacery podopiecznymi. Byłam bardzo szczęśliwa ponieważ mieszkańcy byli zadowoleni z mojego towarzystwa.
Wolontariat tak mnie pochłonął, że nadal w nim uczestniczę.
Msze święte którym przewodniczył ksiądz Maciej dały mi ogromna motywację, pomagały mi odzyskać utracone chęci i radość.
Nasz oficer marek nauczył nas punktualności i tego, że aby osiągnąć cel, trzeba mieć chęci i przyłożyć się do tego najbardziej jak się da.
Stałam się bardziej otwarta do ludzi i świata, stałam się bardziej odważna do brania udziału w różnych wyzwaniach. Pomaganie innym stało się priorytetem. Zaczęłam zauważać piękno oraz wartość wielu rzeczach których wcześniej tego nie dostrzegałam.

ODMIENIONE SPOJRZENIE

Zgłosiłem się do projektu dosłownie w ostatnim momencie. W ramach wolontariatu chodziłem do domu opieki społecznej który prowadziły siostry zakonne. Byłem tam 3 razy w tygodniu po 2 godziny. Pomagałem przy nakrywaniu stołów, myciu podłóg, naczyń. Rozmawiałem z moimi podopiecznymi śmiałem się, grałem z nimi w piłkę(ja stałem w środku a wszyscy siedzieli na kanapach i rzucali do mnie różowa piłkę plażową).
Był to wolontariat który zapamiętam na całe życie. Dopiero tam zobaczyłem czym jest starość, zobaczyłem że osoby w podeszłym wieku bardzo dbają o swoje dzieci, ale nie wszystkie synowie czy córki dbają o swoich starych schorowanych rodziców. Zdarza się, ze nawet ich nie odwiedzają.
Sam rejs i w ogóle projekt pozwolił mi poznać wielu wspaniałych ludzi doświadczyć przeciwności i nauczyć się z nimi walczyć.

Bruno

DOŚWIADCZENIE ZMIAN

To co zyskałam dzięki udziałowi w Katolickiej Szkole pod Żaglami to:
  • cierpliwość,
  • lepsza dyscyplinę i umiejętność organizacji,
  • hart ducha i odwagę (wchodzenie po rejach, nocą to nie lada wyzwanie)
  • nowe znajomości i przyjaźnie które mam nadzieję, że przetrwają bardzo długo,
  • niezapomniane wspomnienia: delfiny, wieloryby i żółwie to tylko część zabawy.
Dodatkowo zwiedzanie portów i miast Europy to super fajdanie wiem czy kiedykolwiek będę miała okazję przeżyć coś podobnego. Nabyłam wiele innych umiejętności nauczyłam się nazw i funkcji mnóstwa lin i urządzeń na statku odnajdywania się w trudnych sytuacjach a także wyrobiłam sobie mięśnie

CENIĘ TO CO MAM NA CODZIEŃ

….Czynności które wykonywałem podczas pełnienia różnych wacht, pokazały mi jak dobrze mam na co dzień w domu.
Od tej pory będę bardziej doceniał prace mojej rodziny. Codziennie na rejsie były organizowane dla nas Laudesy oraz Msza Świeta. Był to dla mnie ważny odpoczynek duchowy.
Czytanie różnych psalmów i czytań na głos sprawiało mi satysfakcję radość, że mogę głosić Słowo Boże.
Wszystkie przeżycia związane z rejsem i z wolontariatem nauczyły mnie szacunku, chęci niesienia pomocy i radości jaką mogę okazywać innym.
Jestem wdzięczny Bogu, że trafiłem do tak naprawdę wspaniałego projektu jakim jest KSPŻ.

Mikołaj

DUMA

Jestem dumna, ze mogłam wziąć udział w projekcie Katolickiej Szkoły pod Żaglami .poznałam tu cudownych ludzi, pełnych radości, empatii i ciepła.Cieszę się, że mogłam spędzić z nimi ten miesiąc na Pogorii i mam nadzieje, że będziemy mogli utrzymywać ze sobą kontakt także po rejsie.

Emilia

PRZEKROCZYĆ BARIERY


Sam też rejs dawał wiele możliwości przekraczania swoich barier pokonywania słabości. Pełnienie wacht, chodzenie wysoko na reje i obsługa żagli były zupełnie czymś nowym i niełatwym Było tez zwiedzanie pięknych miast i podziwianie krajobrazów, tak urokliwych, że nie sposób to opisać. Przebywanie na względnie małej powierzchni pokłady żaglowca z tak różnorodną gromadą ludzi dało nam możliwość poznania siebie nawzajem do szpiku kości. Niektórzy musieli roztopić wiele lodów lecz koniec końców staliśmy się jedną wielką rodziną. Zawiązaliśmy nowe przyjaźnie, które może będą trwać bardzo długo. Zyskałam na tym rejsie wiele niezapomnianych doświadczeń.
Myślę, że niejedna osoba spełniła tu swoje marzenia.

Hanna

PRACA NA ŻAGLOWCU

Zycie na statku było całkowicie odmienne od tego do którego przywykłam.
Każda godzina była w pełni wykorzystana . Przed rejsem zostaliśmy podzieleni na 4 grupy tzw. wachty .Każda z wacht ma swój plan służb powtarzający się co 4 dni
Wachta „nawigacyjna” trwa 4 godziny tzn., że także w nocy następuje zmiana na służbie. Są w niej 4 stanowiska: Sternik-osoba pracująca kołem sterowym i trzymająca statek na właściwym kursie, dalej tzw. „ oczy” dwie osoby obserwujące inne statki na dziobie i jedna osoba na rufie. Jedna osoba w kabinie nawigacyjnej (która walczy szczególnie ze snem bo jest tam ciepło i przytulnie) jej Zadaniem jest kontrolować obraz radaru i kursy innych statów na ploterze nawigacyjnym a także nanosić pozycję na mapie inne dane w dzienniku okrętowym.
Wachta „ kambuzowa” trwa cała dobę jej zadaniem jest wszystko związane z przygotowaniem Posiłków sprzątanie pod pokładem, korytarze, łazienki inne pomieszczenia.
Wachta „bosmańska” trwa 8 godzin, ale zwykle zajmuje mniej czasu. Na niej zajmujemy się sprzątaniem pokładu,, czyszczeniem, myciem, odrdzewianiem i malowaniem różnych elementów. Oczywiście mamy też na każdy dzień który rozpoczyna poranna modlitwa.. Wiele razy oczy same zamykały mi się na lekcjach po wachcie nocnej, nie byłam jedyna. Każdego wieczoru mamy Mszę Świętą na którą jedni czekają z upragnieniem a inni marzą o śnie.

RADOŚĆ WOLONTARIATU

Do udziału w projekcie zostałam na początku wręcz zmuszona przez moją przyjaciółkę, która uważała to wszystko za to świetny pomysł na spedzenie wspólnie czasu podczas rejsu i w trakcie działania w wolontariacie. I tak się stało. Robiłyśmy wspólnie masę rzeczy takich jak obsługa pikników, praca z ludźmi starszymi i dziećmi. Spędzałyśmy wspólnie czas, świetnie przy tym się bawiąc. Później zauważyliśmy, że nauczyłyśmy się przy tym, wielu przydatnych umiejętności. Sam wolontariat nie był dla nas praca lecz bardziej zabawą i dzieki temu projektowi, który wymagał podjęcia działania w takim kierunku, okazało się, że to tak naprawdę sprawia mi wiele radości, że praca z osobą starszą czy małymi dziećmi, może dawać satysfakcje, często przez to, że jest męcząca, bo czując zmęczenie, czujemy, że coś zdziałaliśmy.


POKONAĆ WŁASNĄ SŁABOŚĆ

Największą moja słaba stroną okazał się strach. Bardzo chciałem wchodzić na wysokie reje,lecz nie wiedziałem, że będzie to dla mnie tak wielkie wyzwanie. Gdy pierwszy raz mieliśmy wchodzić na górę przestraszyłem się wejścia na platformę która mieści się na wysokości 10 metrów.
Udało mi się wtedy przełamać strach i wszedłem, lecz nie było to dla mnie przyjemne. Zazdrościłem tym, którzy śmiało wspinali się nie okazując strachu. Mimo wielu obaw wyczekiwałem okazji kiedy uda mi się wejść na najwyższą reję na wysokości ok. 30 metrów. Przydarzyła się ona w ostatnim tygodniu rejsu w końcu osiągnąłem tem wymarzony cel, wspiąłem się na najwyższą reje żagla Bombrama. Jest to doświadczenie które mówi mi że skoro pokonałem swój strach, to nic w życiu nie zdoła mnie pokonać taka myślą kończę ten rejs.

….bardzo się cieszę, że mogłem wziąć udział w projekcie Katolickiej Szkoły pod Żaglami, wiem ze owoce wolontariatu i rejs pozostaną we mnie na bardzo długo. Najważniejsze jest dla mnie doświadczenie zwycięstwa nad swoi strachem.

Ignacy

REJS

Mogłoby się wydawać, że ten rejs to nagroda w postaci słodkiego wypoczynku. Okazuje się, że to jednak wolontariat był wypoczynkiem, a testy sprawnościowe były rzeczywiście niezbędne, bo tu na żaglowcu dopiero zaczyna się ciężka praca. Wyobraźcie sobie obudzić się rano po nieprzespanej nocy po imprezie – chyba każdy z nas to przeżył. Teraz wyobraź sobie, że budzisz się tak codziennie ! Nie mając czasu na sen czy odpoczynek. Idziesz na rozruch poranny wykrzesując z siebie ostatnie resztki energii, próbujesz uzupełnić ją śniadaniem, co na początku się udaje, jednak po trzech tygodniach jedzenia tego samego nawet ono nie sprawia już przyjemności.

Szkoła, obiad chwila snu, msza, w międzyczasie alarm „do żagli” i tak w kółko. Twoje życie i ten miesiąc mijają szybciej niż sobie możesz wyobrazić. A jednak po miesiącu ciągłego zmęczenia schodzisz z Pogorii z uśmiechem na twarzy lekka łezka w oku, że już musisz ja opuścić, bo stała się twoim drugim domem a załoga rodziną. W ostatnie dni rejsu nawet jedzenie ponownie nabiera smaku. Opuszczam Pogorię pełna energii, przemyśleń, doświadczeń którymi chcę się podzielić z innymi i jak najszybciej wdrożyć je do swojego życia.
Dowiadujesz się, że sen, jedzenie, porządek czy pościelona koja jest ważna dla utrzymania ładu na statku ale i w twoim życiu. W duchu dziękuję rodzicom za to czego mnie nauczyli i patrze z niedowierzaniem na osoby uczące się włączać odkurzacz czy ścierać ze stołu. Na szczęście szybko nadrabiają zaległości :-) . Po tym rejsie czuję się szczęśliwa, otoczona przyjaciółmi i gotowa na dalsze życie. Bardzo cieszę się, że wzięłam udział w Katolickiej Szkole pod Żaglami i na pewno zrobiłabym to jeszcze raz.

Patrycja

ZMIANY

Pod koniec rejsu każdy z nas dostał pytanie „Czy ten projekt zmienił coś w twoim życiu ?”
I ja zdecydowanie mogę powiedzieć, że tak. Przede wszystkim, uważam, że wydoroślałam i łatwiej jest mi współpracować z innymi.. Oprócz tego odkryłam swoje zalety i wady na któreś kiedyś w ogóle nie zwracałam uwagi. Poznałam wiele nowych osób i zawarłam przyjaźnie, które mam nadzieje będą trały bardzo długo. Dodatkowo dzięki katolickiemu charakterowi tej szkoły umocniłam swoja wiarę i otrzymałam odpowiedzi na wiele nurtujących mnie pytań.
Katolicka Szkoła pod Żaglami była dla mnie istna szkoła życia. Mimo wielu ciężkich momentów, to doświadczenie uczyniło mnie po prostu szczęśliwszą .Jestem dumna z siebie, że wzięłam udział w tym projekcie i niczego nie żałuję .

Anna

REFLEKSJA

KSPZ to super zabawa ! Możliwość poznania nowego świata, nowych ludzi a przy tym okazja by móc pomagać innym - to wspaniałe połączenie.
Udział w tym projekcie wniósł wiele pozytywnych zarazem niespodziewanych zmian do mojego życia. Stałam się dojrzalsza i bardziej otwarta na nowe doświadczenia.
Jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję uczestniczyć podobnym wydarzeniu a szczególnie w kolejnej edycji Katolickiej Szkoły pod Żaglami to nie wahajcie się ani chwili !
Szczerze polecam bardzo.

Julia – zadowolona uczestniczka
©2017 Katolicka Szkoła pod Żaglami
Stowarzyszenie "Wypłyń na głębię" - KRS 0000496711